BREXIT Z BLISKA

Data utworzenia: 2019-02-24
Wszystkich odsłon: 12

BREXIT


Treść

Polska w 2004 roku; z wielką radością wsiedliśmy do luksusowego autobusu zwanego Unią Europejską. Po pewnym czasie okazało się, że większość jego pasażerów oszukuje w kartach. Jeszcze później widzimy, że nie tylko obyczaje upadły ale kierowca jest pijany. Teraz Brytyjczycy wysiadają a my ciągle jedziemy dalej, słuchając z głośników „Ody do radości” i ciesząc się tym, że to jednak Mercedes. Ile jeszcze zakrętów przed nami ? W maju będziemy chcieli wiele zmienić, lecz czy to w ogóle możliwe? , tłucze się więc po głowie pytanie, czy Brytyjczycy opuszczając UE mają rację?

Angielski kocioł

Im bliżej daty 29 marca 2019 r, tym większa nerwowość i desperacja wśród wielu Brytyjczyków i jeszcze większej ilości emigrantów zamieszkujących terytorium Wielkiej Brytanii.  Anglia wyjdzie ze struktur UE, właśnie w tym dniu o godzinie 23:00 brytyjskiego czasu. Zegar tyka, czasu coraz mniej, a przeciwnicy Brexit-u chcą odwlec jego moment. Odwlec o dwa lata, bo taką możliwość daje art. 50, na mocy którego Anglia opuszcza „wspólnotę europejską”, (zastosowanie cudzysłowu nie jest tu przypadkowe).    Co na to angielska ulica?

Brytyjczycy nie mówią w tej sprawie jednym głosem. Pikiety, protesty i wylewająca się zewsząd propaganda strachu przed opuszczeniem struktur Unii Europejskiej mogą zaciemniać rzeczywistość w okresie bardziej długofalowym. Zewsząd rozwijana jest wizja powszechnej katastrofy gospodarczej po wyjściu z UE. Darmowe gazety, wydawane codziennie rano i wieczorem w milionach egzemplarzy, podtrzymują tą wizję: „jeszcze nie wyszliśmy, a już przeciętna rodzina straciła na brexit setki funtów” itd. Przechodząc obok parlamentu natknąłem się oczywiście na pikietę przeciwników Brexit-u; uczestnicy trzymali w dłoniach unijne flagi oraz transparenty przekonujące o tym, jakim to fatalnym posunięciem jest Brexit. „Kocham Europę , my nie chcemy jej opuszczać” przekonywała mnie jedna z bardzo miłych pań, uczestniczących w pikiecie.

Przypomniał mi się okres, kiedy jeszcze Polski nie było jeszcze w UE, mówiło się wtedy, że „wchodzimy do Europy”, tak jak gdyby kraje spoza UE były w Afryce lub jeszcze gdzie indziej. Weszliśmy do UE w 2004 i jesteśmy europejczykami, podniesionymi do potęgi, niektórzy nawet do entej. Ci ostatni, pomimo, że żyją ciągle w Polsce, wstydzą się już swego pochodzenia, rodziny, domu, narodowości i wartości, w których wyrośli. A przecież Polska zawsze była w Europie, nie tylko geograficznie, ale i pod każdym innym względem. Byliśmy zawsze częścią zachodniej i europejskiej kultury i nie zmieniły tego ani zabory, ani okres dyktatury „proletariatu”. W 2004 roku jako państwo przystąpiliśmy do pewnego klubu, klubu szubrawców jak się później okazało. Polska pozostanie w Europie zapewne także, gdy już tego klubu nie będzie. Pozostanie w niej również Anglia pomimo wcześniejszego wypisania się z niego.

Czym stała się Wspólnota Europejska i dlaczego Wielka Brytania z niej wychodzi ?

Najprościej jest powiedzieć, że jeżeli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Zapewne chodzi też o pieniądze, ale nie wydaje się to jedyną przyczyną. Przyczyn może być wiele, a jedną z nich jest to, w co przeistoczyła się UE na przestrzeni ostatnich lat, w „dyktaturę urzędników”.

Idea superpaństwa zarządzanego z Brukseli.

To nie musi oczywiście być Bruksela, równie dobrze może być Paryż czy Berlin. To idea stworzenia swoistego tworu, tworu bardzo odległego od demokracji i wolnego rynku. Idea ta wiąże się z likwidacją państw narodowych i swoistym wynarodowieniem, zastąpieniem Polaków, Niemców, Francuzów, w bezwolną masę ludzi, pozbawioną tożsamości i korzeni, zamieszkującą dany teren. Ludzi, którzy nie będą mieć nic ze sobą wspólnego. Bez wspólnej kultury, pochodzenia, wartości i wiary. Ludzi niezdolnych do wspólnego działania, czy dbania o wspólne interesy, czy o wspólne dobro. Ludzi nie patrzących dalej niż czubek własnego nosa, skłóconych i niezdolnych do zjednoczenia się. Masę, którą można byłoby swobodnie sterować i kształtować, według teorii wydumanych na szczytach władzy.

Trzeba zdawać sobie sprawę ze społecznych zmian, do jakich na świecie doszło w ostatnich dwóch wiekach. Zapewne są wielcy tego świata , którym te zmiany nie podobają się. To co w XIX i XX w. zyskało na znaczeniu to właśnie państwa narodowe. Zmieniły one obraz świata feudalnego w kapitalizm i demokrację. To państwa, w których suwerenem jest naród i on poprzez swych przedstawicieli powołuje rząd, ustala prawa i nadzoruje ich przestrzeganie. To państwo stoi na straży ogólnoludzkich praw człowieka i jego wolności obywatelskich. To dzięki państwu, nikt nie może kogoś okradać, więzić bez sprawiedliwego sądu i prześladować . Państwo stojące na straży prawa jest jednocześnie gwarantem wolności człowieka.

Oczywiście, wiele zależy od tegoż państwa. Może być też takie, które samo pozbawia swoich obywateli pewnych wolności. Urzędnicy unijni tacy jak Junker czy Timermans, wprost mówią już o znacznym ograniczeniu demokracji, czyli głosu obywateli państw narodowych w niektórych sprawach. Demokracja tak, ale w swobodnie ustalonym przez nich zakresie i oczywiście z oczekiwanym wynikiem. Każdy inny, niż oczekiwany przez unijny establishment, wynik demokratycznego wyboru, to faszyzm i populizm. Idea superpaństwa, to przede wszystkim idea narzucenia wszystkim obywatelom Unii rozwiązań, które z przyczyn kulturowych czy religijnych, są nie do przyjęcia w sposób demokratyczny w danym kraju. Rozwiązań dotyczących aborcji, degeneracji moralnej (czytaj lgbt), eutanazji oraz legalizacji niektórych narkotyków, czyli rzeczy, które w konkretnym wymiarze czasowym pokolenia lub dwóch, spowodują znaczny spadek liczby ludności. Taka idea superpaństwa budzi we mnie i nie tylko we mnie sprzeciw, szczególnie swoim podobieństwem do idei niesławnej Rzeszy Niemieckiej.

Anglikom idee te wydają się być równie obce, to kraj przywiązujący ogromne znaczenie do swojego narodowego pochodzenia tradycji i kultury. Takim papierkiem lakmusowym w wielu sprawach jest głos pałacu Buckingham. W sprawie pozostania Wielkiej Brytanii w UE, w czasie referendum w 2016 roku, głos ten nie był wyraźny, a raczej pałac Buckingham nie wypowiadał się w tej sprawie. Media wykreowały taką rzeczywistość, jakoby zwolennicy Brexit-u nie mieli szans, a jednak referendum pokazało, że obywatele chcą opuszczenia struktur UE. Moim zdaniem wystarczyłoby jedno jasne słowo Jej Wysokości i referendum dla zwolenników pozostania w UE byłoby wygrane. Tego jasnego stanowiska nie było, więc zwolennicy Brexit wygrali minimalną ilością głosów. Co więcej, wynik referendum nie był wiążący, a jednak do Brexit-u doprowadzono. Tak więc Anglia i spora cześć jej obywateli nie chce być częścią superpaństwa.

 

Odejście od idei wolnego rynku oraz ponadnarodowy socjalizm.

My Polacy, jesteśmy najlepszym dowodem na to, że socjalizm się nie sprawdził. Chore, utopijne idee legły w gruzach w zderzeniu z realiami kapitalizmu i wolnym rynkiem. Sztuczne zasady sterowania gospodarkami państw członkowskich UE, także nie powiodą się. Narzucanie krajom członkowskim, by nie budowały statków, nie wydobywały węgla, jest tak samo chore jak to, że płaci się rolnikom za nie produkowanie mleka oraz to, że ślimaka nazywa się rybą. Taki system musi niechybnie upaść. Do tego jeszcze dochodzi niejasny podział środków europejskich. Brak na przykład uzasadnienia , że niemiecka sieć handlowa dostaje prawie miliard euro na inwestowanie Europie wschodniej. Gdzie tu zasada wolnego rynku i konkurencji? To jest kolejna utopia. Promowanie jednych państw kosztem innych, za ich pieniądze, może się Brytyjczykom nie podobać i mają rację. Tak samo zresztą jak i ten cały cyrk z podziałem środków unijnych, w którym zawsze na końcu zyskują Niemcy.

 

Polityka migracyjna

Polityka migracyjna UE, generuje niesamowicie wysokie koszty socjalne. Brytyjczycy próbują nad tym u siebie zapanować. Pomimo, iż w Wielkiej Brytanii imigrantów są miliony, przez wiele lat nie stanowiło to dużego problemu.

Jest tam wielu Polaków, którzy ciężko pracują, są dobrymi fachowcami, utrzymują swoje rodziny i płacą podatki. Zapewne zdarzają się też tacy, którzy żyją z tamtejszego „socjalu”, ale tych jest tylko margines. Polacy radzą sobie natomiast świetnie w biznesie i tu trzeba przyznać, stanowimy wyraźną konkurencję. Wszędobylskie polskie sklepy to są jedyne, w których można kupić jadalną kiełbasę za przyzwoitą, jak na angielskie warunki, cenę. Odwiedziłem też świetną polską cukiernię „Sowa” na Ealing Broadway (nie mylić z „Sowa i Przyjaciele”). Tu jest najlepsza kawa i ciacho w Londynie.

Pomimo, iż imigrantów wszystkich narodowości są miliony, to Brytyjczycy wydają się prowadzić swoją politykę migracyjną zdecydowanie odrębną od unijnej, chociaż UE na tym polu starała się najbardziej naciskać na inne kraje. Problemem są na pewno tysiące imigrantów z bliskiego wschodu i Afryki, żyjący najchętniej z „socjalu”, i ten napływ zapewne Brytyjczycy bez większego rozgłosu ograniczą.

 

Może też chodzi o zwykłą kulturę, a szczególnie kulturę polityczną.

Niejednokrotnie Wielką Brytanią wstrząsały najróżniejsze skandale, polityczne, korupcyjne, obyczajowe. Wiadomo, nie ma ludzi idealnych, niestety szczególnie jeżeli chodzi o polityków. Anglia to jednak kraj, w którym pewne rzeczy nie uchodzą na sucho. Niewyobrażalnym byłby fakt udziału w jakimkolwiek wydarzeniu politycznym ważnego urzędnika pod wpływem alkoholu, lub mianowania na ważne urzędy osoby z poważnymi zarzutami. To co w UE, nie jest niczym zdrożnym, jest nie do zaakceptowania wśród angielskiej klasy politycznej. Brytyjczycy dostrzegają to, choć sami nie są święci. Czołowi urzędnicy KE, tacy jak J.C.Junker i D.Tusk są postrzegani w Anglii bardzo źle i trudno odmówić Anglikom racji w tym względzie.

Musimy również podnosić nasze standardy. Przypomina mi się kariera Nikodema Dyzmy. Nasz Nikoś doszedł do największych zaszczytów w państwie, ale na końcu skończył doszczętnie skompromitowany, zabrakło drogi ucieczki. Współcześni Nikosie po skompromitowaniu się w Polsce, uciekają do parlamentu europejskiego, zostają jego ważnymi urzędnikami, nawet najważniejszymi z ważnych, a w dodatku dostają bogaty „wikt i opierunek”. Ot, takie euro-standardy! Na Downing Street, przed siedzibą premiera spotkałem kilku zwolenników Brexit-u, na jednym z ich transparentów dostrzegłem pożegnalne zdjęcie Junkera i Tuska. Urok osobisty, dobry krawat i garnitur to dla Anglików zdecydowanie za mało.

 

Podsumowując, pytanie o Brexit, czy to dobrze, czy źle ? pytanie to pozostaje otwarte.

Odpowiedź poznamy po jego owocach. Dla Anglików oznacza to być może kryzys i poważne straty ekonomiczne, szczególnie w pierwszym okresie po Brexi-cie. Jestem jednak pewien, że Wielka Brytania sobie z tym poradzi, nie takie burze już przechodziła. Pozytywnym efektem będzie jednak zachowanie własnej kultury i tożsamości narodowej oraz w miarę normalnej państwowości, bez ingerowania w sprawy Wielkiej Brytanii, unijnych urzędników. Nie bez znaczenia są też zdrowe zasady gospodarcze i ekonomiczne. Dla UE to w dłuższej perspektywie utrata miliardów euro, ale również wzrost znaczenia Niemiec i Francji w parlamencie europejskim. Nastąpi znaczne osłabienie sił konserwatywnych w PE, co niestety może dać przestrzeń rozwoju lewicowym hydrom. Musimy, sobie zdawać również sprawę z tego, że wycofanie się tak dużego płatnika netto z unijnego budżetu, może spowodować nieprzewidziane ruchy kursu euro. Waluty, której moim zdaniem wartość jest na rynku i tak znaczenie zawyżona. Polacy jednak nie powinni na tym stracić.

Ja osobiście żałuję, że Wielka Brytania wysiada z tego autobusu, ale być może jeszcze można coś w Europie zmienić, w maju ostatni dzwonek.

Janusz Jabłoński

BNREXIT

BREXIT

BREXIT